O autorze
Jestem kulturoznawcą, pisarką, publicystką i tłumaczką (m.in. kilku powieści Majgull Axelsson). Współpracuję m.in. z "Gazetą Wyborczą" i "Dziennikiem Opinii" Krytyki Politycznej. Prowadzę zajęcia na temat współczesnej Polski na Uniwersytecie Sztokholmskim. Przez sześć lat byłam dyplomatą i szefową Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Moja najnowsza powieść "Rówieśniczki" ukaże się już za parę miesięcy w wydawnictwie W.A.B. Od lat ćwiczę jogę i zajmuje ona w moim życiu coraz istotniejsze miejsce. Zapraszam na moją stronę internetową: www.katarzynatubylewicz.pl
Tekst linka

David Bowie a polska kultura masowa

W lipcu spędziłam trochę czasu w Anglii i wielkim olśnieniem pobytu w Londynie stała się wystawa "David Bowie is..." w Victoria & Albert Museum . Sprowokowała mnie przy tym do nieco mniej euforycznych przemyśleń na temat rodzimego mainstreamu.

Nie chodzi tylko o to, że zawsze lubiłam Davida Bowie, więc z przyjemnością zobaczyłam mistrzowsko przygotowaną ekspozycję, na której znalazły się wideoklipy piosenkarza, nagrania z jego koncertów, fragmenty dokumentów o nim oraz filmów, w których wystąpił jako aktor, a także jego spektakularne, ekstrawaganckie kostiumy sceniczne zaprojektowane przez takich mistrzów jak Kansai Yamamoto czy Thierry Mugler.
Najbardziej fascynujące okazało się ponowne uświadomienie sobie, jak wielkim innowatorem był i nadal jest ten legendarny dziś 66-letni muzyk, który za życia stał się ikoną kultury. Bowie to artysta, który wpłynął nie tylko na historię muzyki, ale także na współczesną ikonografię oraz sposób myślenia o człowieku, zwłaszcza o kategorii płci. Androgeniczne wcielenia tego muzycznego kameleona takie jak np. Ziggdy Sturdast miały przemożny wpływ na pop-kulturę i na postrzeganie tego, co męskie i co kobiece. Bowie nieustannie stawiał wyzwanie tradycji i wizerunkowi mężczyzny, a jako reprezentant kultury masowej był w stanie zmieniać sposób myślenia nie tylko wybranej garstki fanów, ale właśnie autentycznych mas .



Swoją wyjątkowość wystawa "David Bowie is..." zawdzięcza także perfekcyjnemu przygotowaniu i nowatorskiej wizji kuratorów, Victorii Broackes i Geoffrey’a Marshv. Nie stworzyli nudnej retrospektywy, ale futurystyczną ekspozycję, której kreatywna oryginalność dotrzymuje kroku postaci głównego bohatera tego muzealnego spektaklu.
Po wyjściu z V&A zaczęłam się zastanawiać, czy notoryczny brak w Polsce artystów rangi Bowiego oraz brak tak doskonale zrobionych wystaw mogą mieć to samo źródło. I czy zjawisko kompletnej niewidoczności polskiej literatury współczesnej w brytyjskich księgarniach (gdzie dobrze wyeksponowane są książki z tak małych krajów i języków jak Szwecja, i Norwegia) także nie jest następstwem tego samego problemu. Polska jest chyba krajem, w którym nigdy nie została zrozumiana potęga i wartość kultury popularnej (tej na najwyższym poziomie). Polska kultura z wyższej półki broni się w międzynarodowym kontekście, ale kultura masowa jest żadna. Polskie seriale, polscy artyści pop, polskie lżejsze filmy i powieści grzeszą wtórnością, kiczem i ogólnym „bylejactwem” wykonania, a do tego są jeszcze nieudolnie promowane. Czy Polacy pogardzają tym „co dla mas”, choć to „co dla mas” jest szczególnie ważne, bo może te masy zmieniać i uczyć? Czy to dlatego tak bardzo brakuje tu nie tylko wybitnych twórców kultury masowej, ale też ich dobrych menadżerów, agentów i producentów? Jakże to symboliczne, że beznadziejna mendażerka kilku polskich piosenkarek, która w swoim zawodzie nie osiągnęła w zasadzie nic (piosenkarki po współpracy z nią nadal mają kiepski repertuar i zero szans na karierę międzynarodową), sama została celebrytką i autorytetem w dziedzinie mody, choć jej „stylizacje” cechuje prowincjonalna naśladowczość…
Jednak wracając do znacznie ciekawszej postaci Davida Bowie to jego nowa płyta doczekała się genialnych recenzji także w Polsce, ale polskim mediom jakoś umknął fakt, iż wideoklip do piosenki „The Next Day” jest mocnym komentarzem do dyskusji o korupcji w kościele katolickim. Już sam początek klipu, w którym grany przez Gary’ego Oldmana ksiądz idąc do podejrzanego, nocnego klubu spotyka żebraka i uderza go w twarz jest poruszający, a potem jest już tylko ostrzej i bardziej krytycznie. Ciekawa jestem, co stałoby się w Polsce z muzykiem, który odważyłby się na coś takiego?

Słuchając i oglądając Davida Bowiego mam pewność, że kultura masowa, jeśli jest dobra może zmieniać świadomość, inspirować, edukować, skutecznie krytykować, a czasem i uskrzydlać. Bowie wprowadzał to, co alternatywne do mainstreamu, bo rozumiał, że to właśnie mainstream jest ważny. Jeśli chce się choć trochę zmienić świat, trzeba przecież trafić do jak największej grupy ludzi... Marzę o tym, że w Polsce nastąpi wkrótce jakiś przełom w rozumieniu tej kwestii. Może jego konsekwencją stanie się fakt, że na półki londyńskich księgarń, na których pełno tego, co czytają przeciętni ludzie, czyli literatury środka i literatury gatunkowej, trafi wreszcie polski pisarz, który nie będzie „polskim Danem Brownem”, ale oryginalnym, doskonałym pisarzem z Polski? Takim, którego chcą czytać wszyscy?
Trwa ładowanie komentarzy...