Życie w cieniu tragedii

Spotykamy czasem ludzi, którzy przeżyli rzeczy straszne, ale ich siła i wola życia były tak ogromne, że nie tylko nie pogrążyli się w rozpaczy, ale mają też niezwykle pozytywny wpływ na świat wokół nich. Zmieniają nasz sposób patrzenia na rzeczywistość, wyostrzają wrażliwość. Dla mnie jedną z takich osób jest Malin Sävstam, szwedzka pisarka i nauczycielka jogi, która w katastrofie tsunami w Tajlandii straciła męża i dwoje dzieci...

Poznałam Malin podczas kursu instruktorów jogi, była jedną z moich nauczycielek. Od pierwszej chwili wydawała mi się jedną z bardziej harmonijnych i ciepłych osób, jakie kiedykolwiek spotkałam. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jej uśmiech i otwarty stosunek do ludzi wcale nie wynikają z tego, że jest osobą, dla której dzielenie się radością z innymi jest czymś w pełni naturalnym i prostym, ponieważ nie dręczy jej nadmiar trosk. Wręcz przeciwnie. Za uśmiechem Malin kryje się wielka tragedia i lata pracy nad tym, by nie pogrążyć się do reszty w rozpaczy. Napisała o tym dwie, świetne książki i opowiedziała mi w poruszającym wywiadzie, który możecie przeczytać na stronach "Gazety Wyborczej" . Tu zamieszczam jego fragmenty:



"(..) Piszesz, że ból po śmierci dzieci nigdy nie znika.

- Niedawno byłam na babskim spotkaniu i jedna z uczestniczek zapytała mnie: "Ile czasu zajęło ci pogodzenie się ze śmiercią Haralda i Elsy?". Tylko na nią popatrzyłam. Z tym przecież nie da się pogodzić.

To jak żyć z takim bólem?

- Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo każdy człowiek w inny sposób radzi sobie z tragedią. Tak naprawdę to wszyscy jesteśmy gdzieś tam przygotowani na najgorsze, człowiek ma w sobie niesamowitą siłę. Kiedy w telewizji słyszę o kolejnych katastrofach i wojnach na świecie, powtarzam sobie, że nie jestem jedyna, że istnieją miliony matek, które jak ja straciły dzieci, a moja sytuacja jest o tyle lepsza, że mam dach nad głową, przyjaciół i pracę, że został mi jeden syn. Istnieje jednak ogromna różnica pomiędzy tym, że możemy przetrwać rzeczy najgorsze, a tym, żeby potem umieć żyć dobrym życiem, nie pogrążając się w goryczy. Ciało może przeżyć, ale człowiek umiera w środku i musi znaleźć sposób na to, by zbudować się na nowo, by móc na nowo docenić życie.

Dążenie do tego, by nie utknąć na zawsze w roli ofiary, by nie pogrążać się w goryczy, stało się dla ciebie kluczowym wyzwaniem.
- Miałam ogromne szczęście, bo osiem miesięcy po tsunami moja przyjaciółka poradziła mi, żebym spróbowała ćwiczyć jogę. W pierwszej chwili zareagowałam negatywnie, joga kojarzyła mi się z jakimś hokus-pokus, ale w końcu uznałam, że dlaczego nie. Studio jogi, w którym ćwiczę, założyła zresztą kobieta, która jest psychiatrą. Na początku joga była po prostu treningiem, a ja zawsze lubiłam ćwiczyć. Nie rozumiałam jeszcze, że może być czymś więcej, jednak po jakimś czasie poczułam, że coś dzieje się wewnątrz mnie. To była ogromna zmiana, coś jak wewnętrzny masaż. Ćwiczyłam coraz częściej, aż doszłam do tego, że byłam na jodze codziennie. Kiedy przestała być tylko ćwiczeniem fizycznym, zaczęłam się interesować jej filozofią i zrozumiałam, że joga to sposób patrzenia na świat.
(...)
Jak powinniśmy się zachowywać względem osób, którym umarł ktoś bliski? Jak reagować na cudzy ból?

- Nie mogę oczywiście odpowiedzieć w imieniu wszystkich, których dotknęła strata. Mnie samej było trudno odnaleźć się w sytuacji, kiedy ktoś przechylał na bok głowę i mi współczuł. Pomagało mi to, co praktyczne, jeśli ktoś zabrał mnie na spacer, a ktoś inny pomógł w przygotowaniu kartek z podziękowaniami dla uczestników kolejnych pogrzebów. Sformułowania typu "moje wyrazy współczucia" i "tak mi cię szkoda" uważam za formę dystansowania się od cudzego bólu. Zamiast takich słów chciałabym usłyszeć: "To fantastyczne, że sobie radzisz i udaje ci się wstawać każdego rana. Podziwiam cię za to i tego dnia, kiedy to mnie dotknie strata, będziesz moim wzorem". Chodzi o to, żeby otrzymać od innych jakąś formę potwierdzenia, że nie jest się w swoim cierpieniu zupełnie samotnym, bo bycie człowiekiem oznacza, że doświadczamy bólu. Teraz to ja kogoś straciłam, za jakiś czas ty kogoś stracisz. W końcu wszyscy siedzimy w tej samej łodzi."

Cały wywiad przeczytacie na stronach Magazynu Świątecznego Gazety Wyborczej
http://wyborcza.pl/magazyn/1,134727,14878410,Ty_tez_wszystko_stracisz.html
Tekst linka


Trwa ładowanie komentarzy...