O autorze
Jestem kulturoznawcą, pisarką, publicystką i tłumaczką (m.in. kilku powieści Majgull Axelsson). Współpracuję m.in. z "Gazetą Wyborczą" i "Dziennikiem Opinii" Krytyki Politycznej. Prowadzę zajęcia na temat współczesnej Polski na Uniwersytecie Sztokholmskim. Przez sześć lat byłam dyplomatą i szefową Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Moja najnowsza powieść "Rówieśniczki" ukaże się już za parę miesięcy w wydawnictwie W.A.B. Od lat ćwiczę jogę i zajmuje ona w moim życiu coraz istotniejsze miejsce. Zapraszam na moją stronę internetową: www.katarzynatubylewicz.pl
Tekst linka

Jestem fanką dojrzałości

Czter­dziest­ka to wiek, w któ­rym ko­bie­ty, przy­naj­mniej te mądre, prze­sta­ją ob­se­syj­nie sku­piać się na tym, co po­my­ślą o nich inni. I to jest do­pie­ro bar­dzo wy­zwa­la­ją­ce.

23 kwietnia ma premierę moja nowa powieść "Rówieśniczki", której bohaterkami są trzy czterdziestolatki. O urokach dojrzałości, niebanalnych bohaterkach literackich oraz zawiłościach kobiecych przyjaźni rozmawiałam niedawno z Aleksandrą Boćkowską. Zamieszczam tu dwa fragmenty tej rozmowy oraz link do całego wywiadu.
"(...) Ty­tu­ło­we Ró­wie­śnicz­ki mają 41 lat, wszyst­kie są w okre­sie ja­kie­goś ży­cio­we­go prze­ło­mu. Czter­dziest­ka ma zły PR, ko­bie­ty czę­sto oba­wia­ją się tych uro­dzin. Tym­cza­sem pani bo­ha­ter­ki udo­wod­nia­ją, że to czas na nowy, lep­szy po­czą­tek.
We­dług mnie czter­dziest­ka to re­we­la­cyj­ny wiek dla ko­bie­ty, bo nie ma nic lep­sze­go od sa­mo­świa­do­mo­ści, wie­dzy o tym, kim się jest i czego się chce, a w tym wieku ma się już na ogół o tym po­ję­cie. Je­stem fanką doj­rza­ło­ści, bo daje ona wol­ność sa­mo­sta­no­wie­nia. Myślę, że czter­dziest­ka to także wiek, w któ­rym za­czy­na­my do­brze ro­zu­mieć, że nasz czas jest w jakiś spo­sób ogra­ni­czo­ny, więc nie można bez końca cze­kać na zmia­ny, tylko trze­ba za­cząć je prze­pro­wa­dzać. Dla jed­nych ko­biet może to ozna­czać, że nad­cho­dzi mo­ment, żeby zro­bić w życiu ra­dy­kal­ne po­rząd­ki, ze­rwać jakąś zna­jo­mość, zmie­nić pracę, czy nawet zwią­zek. Dla in­nych może to być czas, w któ­rym dzie­ci są już tro­chę od­cho­wa­ne i można po­wró­cić do sta­rych ma­rzeń, na któ­rych zre­ali­zo­wa­nie nie miało się wcze­śniej od­wa­gi. Czter­dziest­ka to także wiek, w któ­rym ko­bie­ty, przy­naj­mniej te mądre, prze­sta­ją ob­se­syj­nie sku­piać się na tym, co po­my­ślą o nich inni. I to jest do­pie­ro bar­dzo wy­zwa­la­ją­ce."



"(...)Czym jest kobieca przyjaźń?
To jest bar­dzo dobre py­ta­nie, na które nie da się udzie­lić krót­kiej od­po­wie­dzi. Mnie samej po­trzeb­na była po­wieść, żeby się nad ko­bie­cą przy­jaź­nią za­sta­no­wić i nadal nie czuję, że wy­czer­pa­łam temat. Ko­bie­ca przy­jaźń oczy­wi­ście ist­nie­je, ale bywa trud­na. A cza­sem wcale nie jest przy­jaź­nią, tylko czymś zgoła od­wrot­nym, choć za przy­jaźń się po­da­je. Jed­nym z po­wo­dów ta­kie­go stanu rze­czy jest chyba wła­śnie szcze­rość, a ra­czej swego ro­dza­ju nad­miar szcze­ro­ści. Młode dziew­czy­ny, a potem także doj­rza­łe ko­bie­ty bar­dzo czę­sto bu­du­ją swoje związ­ki z in­ny­mi ko­bie­ta­mi na za­sa­dzie mak­sy­mal­ne­go wy­wnę­trza­nia się. Opo­wie­dzą sobie ze szcze­gó­ła­mi swoje życie, wy­ża­lą się na chło­pa­ka, męża, te­ścio­wą i sio­strę, i uwa­ża­ją, że owa szcze­rość we wspól­nym na­rze­ka­niu zbu­do­wa­ła im zwią­zek. Po­wie­dzia­ły o sobie całą praw­dę, a to zo­bo­wią­zu­je. Tym­cza­sem w przy­jaź­ni cho­dzi także o lo­jal­ność, wza­jem­ny sza­cu­nek, wspól­no­tę war­to­ści oraz parę in­nych spraw, o któ­rych się zbyt czę­sto za­po­mi­na. Jeśli przy­ja­ciół­ka to tylko śmiet­nicz­ka na ży­cio­we fru­stra­cje i pro­ble­my, to nie wy­da­je mi się, by cho­dzi­ło tu o war­to­ścio­wą re­la­cję.
Poza tym dziew­czyn­ki są wy­cho­wy­wa­ne w taki spo­sób, że wma­wia im się, iż agre­sja albo chęć kon­ku­ro­wa­nia to w ogóle nie są cechy ko­bie­ce, po­mi­mo że są to prze­cież uczu­cia ogól­no­ludz­kie – wszy­scy je gdzieś w sobie no­si­my i trze­ba na­uczyć się je kon­tro­lo­wać, tak by nie prze­ję­ły wła­dzy nad nami. Przez to wy­cho­wa­nie w ste­reo­ty­pach, do­ro­słe ko­bie­ty z jed­nej stro­ny tłu­mią swoją agre­sję, czy chęć kon­ku­ro­wa­nia z in­ny­mi ko­bie­ta­mi, a z dru­giej i tak są wzglę­dem sie­bie agre­syw­ne i na­sta­wio­ne kon­ku­ren­cyj­nie, ale w spo­sób ukry­ty, czę­sto nie wprost, tylko "pod­jaz­do­wo". Cza­sem wręcz nie­świa­do­mie. To spra­wia, że ko­bie­ce re­la­cje by­wa­ją sza­le­nie skom­pli­ko­wa­ne. Oczy­wi­ście zda­rza­ją się wspa­nia­łe, praw­dzi­we przy­jaź­nie mię­dzy ko­bie­ta­mi, ale jest też bar­dzo dużo pseu­do­przy­jaź­ni, płyt­kiej psiap­siół­ko­wa­to­ści i róż­nych de­struk­cyj­nych ko­bie­cych związ­ków, które można by długo opi­sy­wać. Agniesz­ka Graff po­wie­dzia­ła, że bo­ha­ter­ki "Ró­wie­śni­czek" to przy­ja­ciół­ki i wro­gi­nie za­ra­zem. Myślę, że to bar­dzo dobra de­fi­ni­cja ich re­la­cji."
Całość rozmowy znajdziecie tutaj:
http://ksiazki.onet.pl/katarzyna-tubylewicz-przestalam-byc-grzeczna-dziewczynka/pgz04
Tekst linka
Trwa ładowanie komentarzy...